Geiranger potrafi w jednej chwili wyglądać jak koniec świata i jak jego centrum. Wystarczy, że do fiordu wpłynie jeden z ogromnych wycieczkowców, i małe miasteczko budzi się na pełnych obrotach — po to, by wieczorem znów zgasnąć i oddać fiord naturze.
W naszym odczuciu jest to jedno z najdziwniejszych miejsc w Norwegii. Fiord Geiranger wygląda pocztówkowo, bajecznie, cudownie i nierealnie. Jeśli spojrzycie na niego z któregoś z punktów widokowych, o których jeszcze opowiemy, będziecie po prostu zachwyceni. Samo miasteczko natomiast… Hmm…

Małe miasteczko nad mega fiordem
Do Geiranger nie wpada się po drodze. Dojazd prowadzi krętą drogą, przez przełęcze, serpentyny i punkty widokowe, przy których będziecie się zatrzymywać co kilka minut.. Miasteczko leży dokładnie tam, gdzie kończy się Geirangerfjord – boczna odnoga potężnego Storfjordu – a cały ten krajobraz jest wpisany na listę UNESCO. To miejsce działa na zmysły: pachnie wilgocią i mchami, a słońce (jeśli akurat świeci) wyczynia tu cuda.
Geiranger ma dwa oblicza. Na co dzień jest spokojne i totalnie kameralne: hotel, camping, kilka sklepów, muzeum…. Ale w dni, gdy do portu wpływają wielkie statki wycieczkowe, wszystko nagle zmienia tempo. Trafiliśmy właśnie na taki moment – i chyba nie chcielibyśmy na niego trafić nigdy więcej. Małe uliczki po prostu nie są w stanie pomieścić wszystkich ludzi wylewających się z wycieczkowca. Tłok jest nieprawdopodobny, a jeszcze gorszy jest pośpiech – wszyscy chcą jak najszybciej kupić, zobaczyć, wynająć, bo statek stoi w porcie tylko kilka godzin. Z drugiej strony – w takie dni w Geiranger pojawiają się dziesiątki straganów, na których można nie tylko kupić lokalne jedzenie i pamiątki, ale także próbować do woli: serów, pieczywa, kiełbasy z renifera…


Najpiękniejszy fiord świata
Mówią, że jest najpiękniejszy, najbardziej spektakularny i widowiskowy. I chyba faktycznie jest. Ogromne wrażenie robi błękitno-turkusowy kolor wody, ale także olbrzymie, strome ściany dookoła. Geirangerfjord jest klasycznym fiordem polodowcowym: długim, głębokim i otoczonym ścianami, które wznoszą się setki metrów ponad lustrem wody. Jest wielki i spokojny. To naprawdę bajeczne miejsce, które wygląda tysiąc razy lepiej, niż można by sobie wyobrazić. A w zasadzie trudno sobie je nawet wyobrazić, bo żadne zdjęcia nie dają rady. Fiord trzeba oglądać z góry, dlatego zanim opowiemy o miasteczku Geiranger, zabierzemy Was na punkty widokowe. Można ich wyznaczyć o wiele więcej, ale tak naprawdę widok nie będzie się wiele różnił. Proponujemy więc dwa – po dwóch stronach Geiranger, dające zupełnie inną perspektywę, oba bajeczne i oba bezpłatne.
Flydalsjuvet
Flydalsjuvet leży około 4 km od centrum Geiranger, przy drodze 63 w kierunku Djupevatn. Jeśli marzycie o klasycznym pocztówkowym kadrze z Norwegii, Flydalsjuvet jest jednym z najlepszych miejsc w całym regionie. To słynny punkt położony wysoko nad Geiranger i Geirangerfjordem, z którego często w tle widać także statki wycieczkowe. Miejsce znajduje się na trasie widokowej znanej jako jedna z Norwegian Scenic Routes, uznawanej za jedną z najpiękniejszych dróg w Skandynawii. Ma jeden minus – popularność. Zaparkować tam można tylko fartem, o ile w ogóle uda Wam się wbić między autokary. Próbujcie zaparkować od momentu, kiedy zobaczycie pierwszy parking.

Ørnesvingen
Ørnesvingen to punkt na Drodze Orłów (Ørnevegen) – trasie, która wspina się z Geiranger w stronę Eidsdal. Łatwiej tu zaparkować niż przy Flydalsjuvet, mniej jest też chętnych do oglądania fiordu z tego miejsca. Taras widokowy znajduje się przy samym parkingu, ale jeśli chcecie zobaczyć więcej / lepiej / bliżej, idźcie ścieżką kawałek dalej. Między drzewami, w lesie jest takie miejsce, z którego można wyjrzeć za zakręt fiordu Geiranger. Dojdziecie po śladach.






A W SZCZEGÓŁACH?
Cała trasa: z punktu widokowego Flydalsjuvet, przez Geiranger, do Ørnesvingen
Czas: 10 min samochodem
Co można robić w Geiranger?
W sumie nie wiemy, czy to faktycznie miasteczko, czy raczej wioska, i to niewielka. Nie pozwiedzacie tu nie wiadomo czego, co nie znaczy, że nie można tu spędzić całkiem miło całkiem długiego czasu, i to w dwóch wariantach: jeśli nie ma akurat wycieczkowca, to w ciszy i spokoju. Jeśli jest, to w tłoku i wśród straganów.
Gdzie zaparkować? Są dwie opcje, obie płatne:
- Przy Norwegian Fjord Centre – wtedy najpierw macie z górki, a potem pod górkę.
- Na dole, nad samym fiordem, na parkingu przy sklepie Joker – wtedy najpierw będzie pod górkę, a na koniec z górki
Norwegian Fjord Centre
To nie jest muzeum, tylko miejsce, które porządkuje w głowie to, co widać za oknem. Opowiada, jak fiordy powstały, jak wyglądało życie dawnych mieszkańców i jak natura potrafi być tu równie piękna, co wymagająca. Historia, geologia, biologia – wszystko na jednej, interaktywnej wystawie. Zwiedzanie zajmie Wam nie więcej niż godzinę, łącznie z kupowaniem pamiątek (drogich). Godziny otwarcia i ceny biletów podejrzycie na stronie www.

Storseterfossen
Woda jest tu wszędzie i nigdy nie wygląda tak samo. Spokojny, elegancki, bajeczny fiord warto skontrastować z potężnym, szybkim, dynamicznym wodospadem. Jeden z najbardziej znanych wodospadów to Storseterfossen – znany także dlatego, że bardzo łatwo dostępny. Schody wzdłuż Storseterfossen doprowadzą Was z Norwegian Fjord Centre wprost do samego centrum Geiranger. Trasa jest darmowa, dostępna dla wszystkich i nie zajmie Wam więcej niż kilkanaście minut w jedną stronę. Ale za to na pewno będziecie ochlapani wodą.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą musicie zrobić przed pobytem w Geiranger albo po powrocie znad fiordu – obejrzeć norweski film katastroficzny z 2015 r. pt. „Fala”. Radzimy zrobić to po wizycie…. ale jak chcecie. Ostrzegaliśmy. Historia opowiada o gigantycznym tsunami, które uderza w turystyczne miasteczko po osunięciu się fragmentu góry do fiordu. Ludzie próbują uciec z Geiranger, a finałowa scena rozgrywa się na słynnej Drodze Orłów – tam, gdzie dziś zatrzymują się turyści, by robić zdjęcia. Kiedy obejrzycie „Falę”, zaczniecie dostrzegać szczegóły: jak blisko wody stoją budynki, jak wąska jest dolina, jak strome są zbocza. To film, który pokazuje, jak potężny i jednocześnie kruchy może być świat fiordów. Trudno go wyrzucić z pamięci.


A CO NA TO MŁODY GEOGRAF?
To, co widzimy w filmie „Fala”, nie jest czystą fantazją – scenariusz opiera się na realnym zagrożeniu geologicznym w zachodniej Norwegii. W rejonie Sunnylvsfjorden i Geirangerfjorden znajduje się niestabilne zbocze Åkneset, którego potencjalne osunięcie do wody mogłoby wywołać falę typu tsunami w fiordzie; dlatego miejsce to jest stale monitorowane i objęte systemami ostrzegania oraz planami ewakuacji. Jednocześnie nie ma żadnej „daty katastrofy” – eksperci mówią raczej o scenariuszu możliwym w perspektywie lat lub dekad, choć z natury takich procesów nie da się go wykluczyć w krótszym horyzoncie. Co ważne, Norwegia ma już tragiczne precedensy fal wywołanych osuwiskami, jak Tafjord (1934), a także katastrofy w Loen, gdzie podobny mechanizm zadziałał w jeziorze Lovatnet – i właśnie te doświadczenia sprawiają, że ryzyko w Geiranger traktuje się bardzo poważnie

Ciąg dalszy?
Geiranger to świetny przystanek na kilka godzin, ale jeśli macie ochotę, można tu zostać na dłużej. My nie zostaliśmy – po prostu „Falę” obejrzeliśmy wcześniej…;-) A tak serio – Geiranger jest małe, więc drogie. Miejsca na nocleg są: w hotelach (np. Union Geiranger lub Geiranger) albo na campingu nad samą wodą. Pozostanie tu ma sens, jeśli chcecie się zdecydować na rejs po fiordzie. To oczywiście pozwala zobaczyć wodospady i skalne ściany z perspektywy wody. Jest to jednak bardzo droga atrakcja – nie próbowaliśmy. Można też wypożyczyć kajak i płynąć w ciszy, bardzo blisko brzegu, gdzie wszystko wydaje się jeszcze większe. To także droga przyjemność.
Trzeba też liczyć się ze zmiennością pogody – deszcz pada tu z przyjemnością. Dzięki niemu zbocza fiordu są tak intensywnie zielone, a wodospady tak żywe.









DOJAZD
Samochodem: trasa nr E63
Najbliższa stacja: Åndalsnes lub Otta
Najbliższe lotnisko: Ålesund Vigra
TIP-TOP
- Najtańsze pamiątki – magnesy, kubki itp. – znajdziecie w budynku campingu nad samym fiordem.
- Na parkingu przy Norwegian Fjord Centre toalety są dostępne całodobowo, ale płatne. Bezpłatnych w Geiranger nie znaleźliśmy.
- Droga Orłów to dość wymagająca górska serpentyna – największy kłopot sprawiają autokary, które ledwie mieszczą się na zakrętach.
A POZA TYM….?
Przy drodze nr 63 można zahaczyć o jeszcze jeden punkt widokowy – Dalsnibba. To jedno z bardziej znanych miejsc, z którego widać fiord Geiranger. Dojazd od głównej trasy drogipłatny. Jeśli nie zależy Wam akurat na tym punkcie, Flydalsjuvet będzie równie satysfakcjonujący, ale jeśli chcecie zrobić sobie selfie na metalowej platformie wiszącej nad fiordem, dopiszcie Dalsnibbę do swojej trasy.